|
|||||
|
|
![]() |
||||
Spis publikacji
| |||||
![]() | |||||
PublikacjeJan SzczepankiewiczPrzeciętny "inteligent pracujący" musi kombinować, by żyć. Zazwyczaj miota się pomiędzy materialnym kompleksem, a intelektualnym poczuciem wyższości. Mimo względnie dużej gotowości do sprzedawanie swych usług, lubi uważać się za osobę bezinteresowną. Chociaż za darmo niewiele zrobi. Chroniczne wygłodzenie wpycha go nierzadko w procedery pospolitej korupcji i politycznej prostytucji. Lubi narzekać, pogardzać, knuć i podkładać świnie.
Kondycja felietonistyki, satyry i dziennikarstwa "debatującego" jest w dużej mierze pochodną duchowych potrzeb, fobii, a także frustracji zagonionego "inteligenta". Robiąc umysłem, musi wciąż udowadniać, że jest bystry (ostry jak brzytwa) i nikt nie da mu rady. Wymyśla więc takie teorie, które mniej zmotywowanym nie przyszłyby nawet do głowy. Podejmuje się często rzeczy brzydkich, bo na takie jest popyt i są zlecenia. Z lubością natomiast obnaża pazerność innych, piętnuje ekscesy seksualne, niekompetencję prawdziwą lub wymyśloną, podkreśla wady postawy i krzywy nos... Ostatnio furorą robią nawet śmieszne (?), albo "kojarzące się" nazwiska. I pomyśleć, że kiedyś uczono dzieci w domu paciorka, a przy okazji mamusia napominała, że przekręcanie nazwiska kolegi jest oznaką złego wychowania. Podobnie, jak nie należało przezywać garbatego sąsiada, mimo, że kojarzył się śmiesznie z wielbłądem.
Umiejętne, a przy tym bezkarne ubliżanie sobie nawzajem, podniesiono wręcz do rangi profesjonalizmu i medialnego obycia. Doszło do tego, że publiczne "debaty" z udziałem najważniejszych osób w państwie, nabrały uroku psiej walki, w których prowadzący nie tylko zezwala na dowolne chwyty, ale też sam potrafi warknąć, charknąć i uciąć. Jednocześnie często z wyboru staje się kolejnym zawodnikiem.
Zasada jest prosta. Dziennikarz pluje w twarz uczestnika ostatnim zdaniem przedmówcy, niby to udziela mu głosu i czeka na pewny jazgot. Gdyby zamiast słów, używać odpowiednio zębów, pazurów itp. argumentów - uczestnicy "debat" wychodziliby nadzy, zaślinieni, pokrwawieni, a nawet okrutnie zgwałceni. Bez względu na płeć i pozycję.
Wygrywa ten, kto przegada, zakrzyczy, zawłaszczy czas antenowy, a w ostateczności zmieni temat lub dotkliwie przeciwnika obrazi.
Niby nic nowego, bo już w starożytnej Grecji i w Erystyce Schopenhauera... Ale odmiana wybitnie barbarzyńska i chamska.. Satysfakcja bywa natomiast realna, zagrzewa do jeszcze większych czynów i wyrabia opinię "człowieka - czołgu".
Wyrosła nam cała sfora ujadających dziennikarzy, poszukiwaczy ukrytych prawd, przemądrzałych i bywa, że zupełnie nieodpowiedzialnych. Wieloletni często dorobek wskazuje na nieustanne doskonalenie warsztatu - eskalację inwektyw i dbałość o rozwój asortymentu. U niektórych pojawia się potrzeba intelektualnego ekshibicjonizmu i ekspozycji swej (płatnej zazwyczaj) ostentacyjnej niezależności.
Podziwiać można nowe wersje powszechnie znanych wydarzeń, rewizje coraz to nowych świętości, rehabilitacje zbrodniarzy, a nawet przelane na papier (anty) religijne nerwice.
Przez lata, nowotwór "inteligenta pracującego" rozzuchwalił się do tego stopnia, że obdarowany wolnością słowa i dopuszczony do wszelkich prezentacji, zniekształcił gusta kolejnych pokoleń ludzi prostych. Dzieci i wnuków tych, których niedawno z wioseczki, spod skrzydeł księdza proboszcza - prosto do hut, teatrów oraz szkół zaproszono. Zakłóceniu uległ tym samym proces prawdziwej emancypacji i przyjmowania bardziej wyrafinowanych, a przede wszystkim budujących wzorców.
"Inteligenci pracujący" ze związku zawodowego nauczycieli "oflagowują" nawet przedszkola, do powierzonych im dzieci plują na urzędującego Ministra Edukacji i nadzorują polityczne wycieczki zdenerwowanej słusznie młodzieży. Lekarze "odchodzą od łóżek", a prawnicy od...rozumu. Jednym zawalił się świat, bo już nie wolno robić "za Bozie", a przy okazji brać ile się da - bez kontroli i bez podatku. Drudzy wygłupili nawet Trybunał Konstytucyjny, za nic mając posiadaną przecież wiedzę i elementarną, ludzką przyzwoitość. Dopuścili się tego w poczuciu głębokiej solidarności z peerelowskim "inteligentem pracującym". Pracującym często, jak się wstydliwie okazało - na dwa etaty.
Przykro stwierdzić, ale gatunek ten (w rozumieniu marksistów warstwa społeczna o charakterze służebnym) zdominował sposób myślenia, działania i wykoślawił kryteria dokonywania ocen w skali wręcz globalnej. W polskim wydaniu zjawisko to ma wybitnie obrzydliwy charakter z uwagi na utytłanie się "inteligenckich" autorytetów rozmaitym "lizydupstwem" i płatnym donosicielstwem. Rzesze naprawdę niezbyt mądrych "wykształciuchów"znalazły swoje miejsce w nowej rzeczywistości w sposób równie niesmaczny, jak ich polityczni towarzysze.
Wychodzi na to, że "inteligent pracujący" zrobi wszystko, jak mu tylko zapłacą. I wcale się tego nie wstydzi. W końcu - żadna praca nie hańbi.
Jedyną nadzieją dla polskiej klasy politycznej, środowisk akademickich, dziennikarskich, prawniczych, medycznych, nauczycielskich, a także dla bardzo potrzebnych urzędników państwowych i samorządowych - jest przywrócenie etosu zawodu oraz powrót do kategorii narodowej służby. Tylko całościowa zmiana systemu może przywróci im godność, a zmutowany wycieruch uosabiający służebne cechy "inteligenta pracującego" przestanie kupczyć i smrodzić w naszej przestrzeni publicznej, za nic mając nawet polską rację stanu. Spis publikacji
| |||||
![]() | |||||